wtorek, 23 stycznia 2018

Sfinks - dlaczego nie kupię, choć mi się podoba

Na szkoleniach i w prywatnych rozmowach z inwestorami często pojawiają się pytania o spółki, które formalnie wyglądają dobrze i wydają się ciekawa alternatywą inwestycyjną, jednak ostatecznie nie wchodzą do mojego portfela mimo, iż często jestem przekonany, że będą rosnąć.
Taka sytuacja ma obecnie miejsce na Sfinksie, który formalnie wygląda bardzo interesująco i wszystkie sygnały podpowiadają mi, że po sforsowaniu ostatnich maksimów z początku tego roku może się zacząć ładny okres wzrostowy. Tak to obecnie wygląda:


Jest jednak jeden problem, który często dyskwalifikuje dany walor w moim systemie inwestycyjnym, a mianowicie poziom stoplossa, czyli potencjalnej, akceptowalnej straty. W moim systemie nie akceptuję straty na pojedynczej spółce większej niż -15% i jest to maksymalne obsunięcie jakie jestem zaakceptować. Oczywiście lepiej, jeśli do stoplossa jest mniej. W przypadku spółek z Wig20 ten poziom jest często jeszcze bardziej rygorystyczny i 6-8% straty na bluechip to maks, który mogę zaakceptować (choć tu czasami, bardzo rzadko zdarza mi się zezwalać na niewielkie odstępstwa, tylko jeśli potencjalny zysk jest atrakcyjny).
W przypadku Sfinksa, do potencjalnego SL jest ponad -17%, więc ten element układanki nie pozwala mi na kupienie tej spółki, choć wykres jest naprawdę interesujący i coś tu może się pozytywnego zdarzyć. Pozostaje obserwacja i weryfikacja założeń technicznych, ale na razie bez transakcji.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz